Bieszczadzkie sery

Tradycyjne sery zagrodowe

Twaróg wytwarzany w Gospodarstwie Agroturystycznym Pod Bocianami w TerceŚwieże, górskie powietrze, soczysta trawa i aromatyczne łąki porośnięte ziołami stanowią o wyjątkowych walorach bieszczadzkiego sera wytwarzanego w naszym gospodarstwie. To właśnie dzięki nim nasze krowy dają wyjątkowej jakości mleko, z którego wytwarzamy wspaniałe produkty nabiałowe. Pod fachowym nadzorem "białe złoto" zmienia się w masło, twaróg  które są prawdziwą rozkoszą dla podniebienia naszych gości i poztywnie odziaływują  na ludzki organizm.

Nasze krowy wypasany na cennych przyrodniczony bieszczadzkich łąkach

Terka, jest jedną z ostatnich wsi w Bieszczadach Wysokich, gdzie tutejsi górale prowadzą tradycyjną gospodarkę górską opartą o hodowlę bydła.  Gospodarka pasterska w Bieszczadach, nie tylko kształtuje  wspaniałe krajobrazy naszej wsi ale także dostarcza doskonałych specjałów, produkowanych z mleka od krów karmionych wyłącznie naturalnie. Bieszczady to region, gdzie wciąż są żywe tradycje serowarskie. Bieszczadzkie sery wytwarzamy z mleka krów rasy Simental hodowanych w naszym gospodarstwie. Jest to górska rasa bydła doskonale przystosowana do trudnych bieszczadzkich warunków. Nasze krowy karmione są wyłącznie w naturalny sposób - żwią się bujną trawą z górskich pastwisk i aromatycznymi ziołami. Mleko uzyskiwane od krów utrzymywanych na takiej diecie stanowi podstawę nieporówalnego smaku bieszczadzkiego sera z Terki.

Historia pasterstwa w Bieszczadach

Dawniej górale bieszczadcy zamieszkujący południowe cześci Bieszczad przywiązywali wielką wagę do prowadzenia gospodarstwa hodowlanego. Rozwój hodowli zapewniały obszary łąg, pastwisk a przedewszystkich połonin i lasów. Połoniny były jednokośne, toteż po zebraniu siana  można było swobodnie wypasać na nich dobytek. Na wysokich połoninach, jak np. Welińska, Caryńska, Smerek, Wołosate wyspasły się do czasów II wojny światowej stada bydła, w tym głównie jałowizny. Przed I wojną światową i bezpośrednio po jej zakończeniu na połoninach wypasano również stada wołów przeznaczonych bądź do podchowania, bądź też na sprzedaż.

Zwierzęta wypasane były w dużej mierze na górskich łąkach zwanych połoninami. Wypas na połoninach odbywał się zbiorowo, trwał cały sezon letni. Od wiosny do jesieni wielkie stada, liczące od stu do dwustu sztuk, pozostawały przez całą dobę pod gołym niebem. Opiekę nad stadami sprawował baca zwany „watahem” i juhasi, czasem nazywani też „wiwczarami”. Pasterzy współnych jednak nie było, tylko kolejno każdego dnia szli do wypasu dwaj mężczyźni lub przynajmniej jeden. Ochronę przed warunakmi atmosferycznymi i noclegi Bieszczady stanowiły dla pasterzy szałasy budowane na stałe. Po żywność schodzono do wsi i zabierno zapasy na czas dłuższy.  Pasterze żywili się mlekiem i przetworami mlecznymi. Przysmakiem była mamałyga, którą przygotowywano z kukurydzy donoszonej od czasu do czasu z doliny. Ochronę przed warunkami atmosferycznymi stanowiły dla pasterzy szałasy budowane na stałe.

Krowy dojne wypasano na pastwiskach niżej położonych. Dojenie krów w południe odbywało się na pastwiskach. Domownicy wychodzili z naczyniami na pastwiskach, doili krowy, po czym znosili mleko do swych domów, gdzie następowała przeróbka mleka na bryndzę,  ser zwykły lub masło. Zarówno dojeniem bydłą, jak i przeróbką mleka zajmowały się kobiety. Proces wyrobu bryndzy był podobny jak u górali podhalańskich. Słodkie mleko od krów klagano (klag robiono z żóądka młodego cielaka), nastepne wyrabiano bunc, zwany także hrudka, a z niego dopiero bryndzę, którą przechowywano w specjalnych, drewnianych faskach. Na przykrywkę faski kładziono ciężki kamień, aby się bryndza nie psiła. Wyrabiano tu bryndzę owczą, krowią i owczo-krowią.

W związku z wypasem zachowały się tradycje posiadania przez pasterzy trombit, zwanych tu trembetami. W wypadku grożącego niebezpieczneństwa pasterze wygrywali na trombitach umówiony sygnał, który przywoływał mieszkańców wsi na pomoc.

Poważny rozwój hodowli w okolicach wysokich bieszczadzkich połonin sprawiał że do czasu I wjny światowej ziemia bieszczadzka słynęła szeroko z targów i jarmarków. Największe jarmarki na bydło, głównie woły, odbywałi się w Lutowiskach lub Baligrodzie. Starsi wspominają, że na owe jarmarki przyjeżdżali wiedeńscy kupcy. Na jesienny jarmark w Lutowiskach gospodarze spędzali swoje woły bezpośrednio z połonin.